Where basketball happens
Kategorie: Wszystkie | Bieganie | Koszykówka | Primera Division
RSS
czwartek, 23 kwietnia 2009
Ricky Rubio chce do NBA

To już oficjalne. Potwierdził to pare dni temu sam zainteresowany. NBA też go chce. Eksperci twierdzą, że będzie wybrany w pierwszej trójce.

Ricky Rubio 

Zgłosiłem się do draftu, bo zawsze mówiłem, że chcę być lepszym koszykarzem i stawiać sobie coraz wyższe cele. Jestem już gotowy - mówił Rubio. Czy rzeczywiście jest?

Podstawy ma bardzo dobre. W seniorskiej koszykówce Rubio regularnie gra już swój czwarty sezon i to w najlepszej lidze w Europie - ACB. Występował w Eurolidze, Pucharze ULEB, jest srebrnym medalistą igrzysk olimpijskich w Pekinie. To właśnie chińska impreza zwróciła uwagę na nastolatka z półwyspu Iberyjskiego. Porównywany jest do legendarnego Drażena Petrovicia.

Jego statystyki nie powalają na kolana, ale nie wszystkie elementy da się zmierzyć liczbami. Trzeba też podkreślić jego ogromne umiejętności i także doświadczenie w porównaniu do jego rówieśników. Oczywiście fizycznie odstaje od większości seniorów w Europie, o NBA nie wspominając. Ale swoje cielesne braki nadrabia niezwykle dojrzałą grą. Świetnie czyta grę, przewiduje co może się wydarzyć na parkiecie, bardzo dużo widzi - stąd się bierze jego spora liczba asyst i przechwytów.

Czego mu brakuje? Nigdy tak naprawdę nie decydował o obliczu Joventutu, gdy ten zdobywał Puchar ULEB i Copa del Rey. Wtedy czołową postacią katalońskeij klubu był Rudy Fernandez. W Eurolidze nigdy nie grał o najwyższą stawkę, w ACB do finału nigdy nie dotarł - ale to raczej kwestia Joventutu, który europejską potęgą nie jest. Poza tym musi poprawić rzut

W NBA chciałbym grać od sezonu 2009/2010 - mówił Rubio. I tu pojawia się problem. Umowa z Joventutem obowiązuje aż do 2011 roku, jest warta 6 milionów euro. Wątpliwe, by jakiś klub NBA przy obecnych kłopotach finansowaych, a także biorąc pod uwagę to, że prawdopodobnie od nowego sezonu salary cap będzie obniżone, zechciał wykupić kontrakt młodego Hiszpana.

Bardziej prawdopodobne jest, że zrobi to sam zawodnik (lub jego rodzice) albo z pomocą przyjdzie możny sponsor, bo nie ma co ukrywać, że Ricky ma ogromny potencjał marketingowy.

Jeśli tak się nie stanie, to Ricky będzie musiał "przecierpieć" sezon lub dwa w Europie. 

Myślę, że lepiej niż gra od przyszłego sezonu w NBA dla Rubio byłoby zmienić klub na absolutny hiszpański top, który pozwoliłby mu sprawdzić się w walce o najwyższą stawkę zarówno w Hiszpanii jak i w Eurolidze. Ale czy dążący na koszykarski Olimp Rubio będzie chciał czekać kolejny rok?

 

PS. Kibice w Polsce Rickiego Rubio najprawdopodobniej będą mogli zobaczyć na wrześniowym Eurobaskecie. Hiszpania gra w Warszawie w grupie C z Wlk. Brytanią, Słowenią i Serbią.  

22:52, michal.owczarek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 kwietnia 2009
Koszarek zrobił różnicę...

negatywną. Tak słabo grającego reprezentacyjnego rozgrywającego nie widziałem dawno. Statystyki są bezlistosne - tylko dwa punkty (w końcówce czwartej kwarty), 1/9 z gry, 5 strat, ale też 5 asyst, 2 zb. i blok. Eval -3. Kompletne zagubienie, proste błędy, nerwowość.

To po jego stratach i dwóch faulach Prokom szybko odskoczył na początku trzeciej kwarty. To także on w końcówce zdecydował się na rzut z dystansu, choć trener inaczej zaplanował akcję.

Skąd taka nagła obniżka rewelacyjnej formy Koszarka? Od lutego do poniedziałku zagrał tylko dwa równie tragiczne mecze, oba Anwil przegrał. W play-off zaczyna powoli wychodzić błędna koncepcja zmian w składzie w trakcie sezonu. Pomijając kontuzję, które bardzo ograniczyły ostatnio pole manewru trenerowi Griszczukowi, trzeba zauważyć, że niemal od samego początku rozgrywek, a na pewno od zwolnienia Gerroda Hendersona, Koszarek nie ma wartościowego zmiennika. Wykradzenie Adamsa z Polonii zwiększyło siłę ognia, zwłaszcza z dystansu, ale Amerykanin na pewno nie jest zawodnikiem, który potrafi prowadzić grę. Przekozłować piłkę przez połowę tak, rozegrać akcję nie. Przez to Koszarek zmuszony był do długiej gry nawet ze słabszymi rywalami i przez cały sezon nie miał wytchnienia.

Zmęczenie to jedno, a psychika to inna sprawa. Pierwszy mecz półfinału Koszar chyba jednak przegrał we własnej głowie. Nie zabrakło mu wiary w zwycięstwo, ani we własne umiejętności. On sprawiał wrażenie jakby za bardzo chciał. Nie podszedł, o ile to możliwe, do meczu na chłodno. Jeśli wygra z emocjami, będzie to miało od razu przełożenie na grę. Zwłaszcza, że koledzy z zespołu bardzo go potrzebują.

Gdy w trakcie sezonu rozmawiałem o Koszarku z Walterem Jeklinem, który stwierdził: - Jeśli w kluczowych meczach w play-off pokaże to, co do tej pory pokazywał, a może jeszcze więcej, to matura będzie zaliczona podwójnie.  

Na razie egzamin dojżałości nie idzie po myśli rozgrywającego Anwilu. Ale nie wszystko jeszcze stracone. Grający wąskim składem Anwil był o krok od zwycięstwa w Sopocie. By wygrać z mistrzem Polski włocławianie potrzebują Koszarka w najlepszej dyspozycji. Ale najpierw on musi wygrać ze sobą.

00:30, michal.owczarek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 kwietnia 2009
Magic jak Turów, czyli 8 tysięcy kilometrów i żadnej różnicy

Zgorzelec od Orlando dzieli około 8 tysięcy kilometrów, ale niedzielne mecze obu drużyn były niesamowicie podobne. Turów prowadził już 21 punktami z Czarnymi, ale nagle coś się zacięło w zgorzeleckiej maszynie, rywale szybko zniwelowali straty i w dogrywce zadali decydujący cios.

Fot. PLK

Magic pod koniec trzeciej kwarty mieli 18-punktową zaliczkę, też ją roztrwonili i na 2 sekundy przed końcem Iguodala ich skarcił.Fot. Reuters 

Najciekawsze było to, że oba faworyzowane zespoły, nie były w stanie kompletnie zareagować na to, co działo się na parkiecie. Magic zamiast konsekwentnej gry pod kosz nagle zaczęli oddawać rzuty z nieprzygotowanych pozycji, szybko kończyli akcję, co tylko napędzało coraz bardziej wierzących we własne możliwości graczy 76ers.

Turów w końcówce mógł przechylić szalę na swoją korzyść, ale liderzy popełniali błędy (Daniels nie trafił dwóch wolnych. - Przestaliśmy kontrolować, to co się dzieję, a rzuty przestały wpadać - mówił po meczu Bryan Bailey. Czy Turów odzyska kontrolę?

Faworyci stracili przewagę własnego parkietu już w pierwszym meczu i ważne będzie teraz, jakie wnioski z tego wyciągną. Czy tylko podrażni to ambicje wielkich gwiazd (a takie są i w Orlando i w Zgorzelcu), czy okaże się jednak, że to kolosy, ale na glinianych nogach, a porażka w meczu otwarcia była początkiem końca sezonu dla obu drużyn.

W trudniejszej sytuacji jest bez wątpienia Turów, który w porównaniu z zeszłym sezonem skład ma ewidentnie słabszy. Niesamowicie ciekawe jest jak wobec kłopotów zachowa się debiutujący w roli pierwszego szkoleniowca w play-off Paweł Turkiewicz? Czy znajdzie jakiś sposób, by dotrzeć do swoich zawodników.

 Po pierwszych meczach obu drużyn o stawkę więcej jest pytań niż odpowiedzi, co tylko gwarantuje, że zarówno za oceanem jak i na naszym podwórku emocji w play-off nie będzie brakowało.

 

19:28, michal.owczarek
Link Komentarze (2) »