Where basketball happens
Kategorie: Wszystkie | Bieganie | Koszykówka | Primera Division
RSS
niedziela, 23 maja 2010
Gortat i Magic już naprawdę bez szans, mizeria Orlando

Choć w typowaniu finałów konferencji na Sport.pl dość nieśmiało obstawiłem 4:2 dla Celtics. Nieśmiało, bo to Magic byli faworytem. Nieśmiało, bo jakoś tak do końca nie miałem przekonania, że Celtics mają już to coś. Już były pierwsze sygnały w serii z Cavaliers, nawet dość mocne, ale w końcu to Magic zakończyli obie rundy 4:0. Myślałem, że podejmą rzuconą im rękawicę. Tak się nie stało.

Teraz okazuje się, że Magic są drużyną kompletnie nie zasługującą na awans do finału. Już nikt nie będzie pamiętał świetnego sezonu, tylko wrócą pytania jaki sens miało eksploatowanie podstawowzch graczy i utartych schematów przez cały sezon. O to, czy Stan Van Gundy nie przespał sezonu zasadniczego, pytał już o to Maciej Kwiatkowski. Chyba przespał. I chodzi nie tylko o niewykorzystanie możliwości sprawdzenia różnych wariantów gry. Zastanawiam się, czy warto było walczyć do niemalże upadłego o lepszy bilans niż wszystkie drużyny zachodu? Czy rzeczywiście przewaga własnego parkietu była w zeszłorocznym finale decydująca, czy to dlatego Lakers wygrali tytuł? A może byli po prostu lepszą drużyną.

Antykoszykówki Magic oglądać się nie da. Najbardziej porażający jest brak zaangażowania koszykarzy. Grają jakby uszło z nich powietrze, jakby ten pompowany przez cały sezon balon pękł. Z jednej strony o bezsilności Magic, a z drugiej o zaangażowaniu Celtics najlepiej świadczą dwie poniższe akcje.

Pisałem już tutaj wcześniej o Rashardzie Lewisie. Mike Bianchi na Orlando Sentinel wspomina też o transferze Vince'a Cartera i zastanawia się, czy to był rzeczywiście dobry ruch:

And what about bringing in Vince Carter to replace Hedo Turkoglu, the player who made so many clutch plays in leading the Magic to the finals last year? Carter clanged two crucial free throws at the end of Game 2 and was mostly invisible in Saturday night's debacle, too. Conclusion: Maybe the Magic should have taken their chances with Turk.

Walka o tytuł dość szybko i dramatycznie przeradza się w walkę o zachowanie twarzy. Choć w Łukasz Cegliński po meczu numer 3 pisze o upokorzeniu Magic, to upokorzenie prawdziwe i bolesne jeszcze przed drużyną Marcina Gortata. Porażka w meczu numer cztery będzie prawdziwą zniewagą. I postawi znak zapytania przy koncepcji budowania drużyny.

Ale na sądy, oceny i komentarze przyjdzie czas po odpadnięciu Magic. Dopóki piłka w grze...

środa, 19 maja 2010
Magic szukają Lewisa

Rashard Lewis, Orlando Magic

Orlando Magic przegrywają już 0:2 z Boston Celtics w finale Konferencji Wschodniej. Ich droga do finału znacznie się wydłużyła. I do tego jest bardzo wyboista.

Po pierwszym meczu wydawało się, że to brak dobrej gry ze strony Dwighta Howarda jest największym problemem ekipy z Florydy. Jednak jak słusznie zauważył serwis FanHouse jeszcze przed meczem numer dwa - to Rashard Lewis musi zacząć grać jak zawodnik, który za rok gry inkasuje 18 mln dol.

W pierwszym meczu Lewis w 42 minuty rzucił 6 punktów (trafił dwa rzuty), miał siedem zbiórek, ale został totalnie zdominowany przez Kevina Garnetta. W drugim spotkaniu historia się powtórzyła 41 minut, 5 punktów, 4 zbiórki.

Czy Lewis wróci do gry? Moim zdaniem będzie to bardzo trudne. Celtics wiedzą jak grać przeciwko silnym skrzydłowym o podobnym stylu do Lewisa. W serii z Cavaliers Antawn Jamison w ogóle nie istniał. Tu może być podobnie.

Po dwóch porażkach u siebie Magic będzie bardzo ciężko odwrócić serię, zwłaszcza, że Celtics prowadzenia 2:0 jeszcze nigdy nie roztrwonili. I moim zdaniem nie roztrwonią.

 

poniedziałek, 17 maja 2010
Gortat w niedzielnym Top 5

Wsad Gortata z podania Jameera Nelsona zdaniem serwisu NBA.com był jedną z pięciu najlepszych akcji niedzielnego meczu numer 1 przeciwko Boston Celtics. Magic przegrali 88:92 z Celtics i stracili przewagę własnego parkietu, ale Gortat, zwłaszcza w drugiej kwarcie, był jednym z jasniejszych punktów Magic. Zobaczcie jego wsad:

 

niedziela, 16 maja 2010
Błoto, dykta, plac budowy i gwiazdy tenisa

Korty Legii, tenis

W poniedziałek na kortach Legii rozpocznie się Polsatw Warsaw Open. Turniej tenisowy z pulą nagród w wysokości 600 tys. dolarów będzie rozgrywany drugi rok z rzędu na placu budowy. Wszechobecne bloto, pełno wody, kładki porobione z dykty, namioty - w tym dość mocno prowizorycznym otoczeniu zagrają tenisistki. Choć zabraknie wielkich gwiazd, to jednak moim zdaniem wstyd, by turniej odbywał się w takim otoczeniu:

Korty Legii, trybuna

To widok na trybunę kortu centralnego oraz ścieżkę z dykty, która prowadzi na korty numer 1 i 2.

Korty Legii, tenis

Powyżej dojście na trybunę kortu numer dwa oraz toalety.

Korty Legii, tenis

A to wejście na trybunę kortu numer 2.

Korty Legii, tenis

A tutaj biuro turniej, biuro prasowe oraz studio telewizji Polsat.

Na turnieju tenisowym jeszcze nie byłem. Choć wiem, że najlepsze tenisistki na tydzień przed startem Roland Garros raczej wolą odpoczywać, to wydaje mi się, że turniej tenisowy zasługuje na lepsze otoczenie. Tym bardziej, że już w zeszłym roku odbył się w podobnych warunkach.

Najgorsze nie jest to, że korty Legii powstają w dość ślamazarnym tempie. Najgorsze nie jest też to, że Warszawianka żąda kwoty z kosmosu za wynajęcie kortów, które nie mają światowego standardu.

Fundamentalnym problemem jest to, że to kolejny przykład tego, że Warszawa nie ma obiektu do przeprowadzenia zawodów na najwyższym poziomie.

W działaniach stołecznego ratusza nie widać ładu i składu. W stolicy powstają dwa ogromne stadiony, a nie ma hali, gdzie można w normalnych warunkach, na europejskim poziomie mecze koszykówki, siatkówki czy piłki ręcznej. Nie ma normalnej pływalni, a także kortów, choć najlepsze tenisistki w Warszawie goszczą nie pierwszy raz.

Tak być nie powinno.

PS.

Autorem zdjęć jest Paweł Pietranik.

14:01, michal.owczarek
Link Komentarze (6) »
sobota, 15 maja 2010
LeBron James w Orlando Magic?

Po odpadnięciu Cavaliers ruszyła lawina plotek. Musimy się przyzwyczaić, że co dwa dni, a może nawet i częściej, LeBron James będzie ubierany w inną koszulkę. Inne miasto będzie jego nowym domem. Czytelnicy bloga Pick&Roll w sondzie w poprzedniej notce w zdecydowanej większości (87% - 13%) uważają, że pan James opuści Cleveland. Gdzie pójdzie? Tego nie wiem, ale raz na jakiś czas będę tu wrzucał co ciekawsze transferowe plotki, komentarze, sugestie, żarty. Na początek…

LeBron James w Orlando Magic

LeBron James, Dwight Howard

Mike Bianchi z Orlando Sentinel czysto hipotetycznie zapytał czytelników swojego bloga czy jeśli Magic zdobędą mistrzostwo, to powinni zachować obecny skład czy za wszelką cenę ściągnąć LeBrona.

Bianchi pisze, że jeśli miałby przyjść LeBron, z Magic musieliby zniknąć Rashard Lewis, Vince Carter i Jameer Nelson. Na pewno zostałby Dwight Howard. Jest to sporym nadużyciem, bo nawet przy maksymalnym kontrakcie Jamesa przynajmniej jeden z nich mógłby zostać.

Bianchi uważa, że nie warto tak świetnej drużyny, która rozumie się bez słów, dobrze się ze sobą czuje poświęcać, by ściągnąć najgorętsze w tej chwili koszykarskie nazwisko i stworzyć superduet z Dwightem Howardem. Kluczowy fragment:

Here’s the reason I’m a sportswriter and not a businessman: I’d ignore the tremendous marketing appeal of LeBron and stick with what I have. Call me crazy, call me conservative, call me old-school, but I like the makeup of this Magic roster.

A championship “team” is the ultimate goal. If you already have one, I wouldn’t break it up — even for LeBron.

Ponad 70% czytelników Sentinela się z nim zgadza.

Kwestia jest też taka, że Bianchi rozważa tylko wariant mistrzowski. A co jeśli tytułu nie będzie? Czy warto wtedy szukać innej drogi? Czy może właśnie wtedy warto szukać jakieś wielkiej gwiazdy? Co powinien zrobić Otis Smith?

Wiem, że to gdybologia, z którą przynajmniej do 1 lipca będziemy mieć jeszcze do czynienia, ale proponuję kolejną sondę w wolny od meczów NBA dzień:

 

 
1 , 2 , 3