Where basketball happens
Kategorie: Wszystkie | Bieganie | Koszykówka | Primera Division
RSS
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Igor Griszczuk powinien odejść

Polscy koszykarze przegrali mecz z Belgią i nie awansowali na EuroBasket na Litwie. Szans na udział w ME jeszcze nie stracili. Za rok w dodatkowym turnieju powalczą z dziewięcioma innymi drużynami o tylko jedno wolne miejsce. Na Sport.pl napisałem, że dotychczasowe przesłanki wsazują na to, że trener Igor Griszczuk pozostanie na stanowisku. Czy powinien? Moim zdaniem nie.

Od początku nie byłem zwolennikiem zatrudnienia Griszczuka na stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski. Postanowiłem jednak dać trenerowi szansę, poczekać na wynik końcowy, dać się zaskoczyć. Czy Griszczukowi się udało? Nie.

Oczywiście czynniki obiektywne jak kontuzje przed i w trakcie przygotowań oraz na samym początku eliminacji, wpływ na brak awansu miały. Trener nie jest w stu procentach winny temu, że biletów na Litwę nie rezerwujemy już teraz. W zasadzie ciężko określić liczbowo jak bardzo zmarnował szanse na awans. Ale wydaje mi się, że jego błędy były decydujące i element trenerski przed walką o jedno jedyne miejsce wymienić najłatwiej.

Griszczuk popełnił masę błędów, które zaważyły na końcowym wyniku. Kilka najbardziej oczywistych przykładów. Po pierwsze, dlaczego już przed towarzyskim turniejem we Włoszech (15 dni przed pierwszym meczem o punkty) skreślił Tomasza Śniega i został z trójką rozgrywających? Czy zakładał, że nikt nam się nie "rozsypie" i kamizelka ratunkowa nie jest potrzebna? Nie twierdzę, że Śnieg kadrę by zbawił, ale jego pozostanie w orbicie reprezentacji, treningi z kadrą, gdy ta jest w kraju, dałyby możliwość w razie czego skorzystania z jego usług. Kadra na pewno by na tym nie straciła, a i sam zawodnik z pewnością na kilku tygodniach treningów z bardziej doświadczonymi kolegami by skorzystał. Dla przypomnienia, Muli Katzurin przed EuroBasketem dokonał w ostatniej chwili zmiany i zostawił trzeciego rozgrywającego (Skibniewski zamiast Kitzingera). Nie wykorzystał go, ale wobec urazu pleców "na wszelki wypadek" ktoś był.

Griszczuk eliminacjami potwierdził, że lokalnie jego "myśl trenerska" się sprawdza, ale na europejską klasę średnią niższą to już nie za bardzo. Zdaję sobię sprawę, że u Griszczuka słowo "charakter" jest odmieniane w każdym zdaniu przez wszystkie przypadki, ale sam charakter nie wystarczy, gdy taktyki jest niewiele. Lampe i Gortat? Chyba nie do końca wykorzystani. Kelati? Też nie. Griszczuk widział, że ma pewne atuty w ręku, ale za bardzo nie potrafił nimi zagrać.

Zła, schematyczna rotacja. Ekspertem od prowadzenia nie jestem, ale przeprowadzanie w każdym meczu bez względu na sytuację na boisku niemal identycznych zmian, to chyba nie jest pomysł na prowadzenie drużyny. Griszczuk mając zespół złożony (po kontuzjach Szubargi i Chylińskiego) tak naprawdę piątki liderów i trzech wartościowych zmienników nie potrafił w taki sposób rotować zespołem, by zarówno pierwszoplanowe postaci były wypoczęte, ale też by zmiennicy mieli szansę cokolwiek wnieść do gry, "wejść w mecz". Tego zabrakło.

Zabrakło też reakcji na wydarzenia na parkiecie. Brak czasu przez 18 minut meczu z Portugalią, to błąd. Taki błąd powtórzył się także w niedzielę w Belgii. Polacy na początku trzeciej kwarty stracili 10 punktów z rzędu, oddali rywalom prowadzenie, a reakcji trenera nie było żadnej. Chyba każdy widział, że coś z kadrą jest nie tak. A nawet jeśli Griszczuk tego nie dostrzegał, eksploatował liderów ponad wszelkie granice, to dlaczego nie brał przerw na żądanie, by dać im chwilkę odpocząć?

W przegranych końcówkach na wyjazdach z Bułgarią, Portugalią i Belgią było widać, że koszykarze za bardzo nie wiedzą, co mają grać. Że nie ma planu, by rozegrać ostatnie decydujące akcje. Co więcej, trener też za bardzo nie wiedział. Najlepszy przykład - ostatnie sekundy meczu z Portugalią, Griszczuk bierze czas i co? Nic patrzy się w tabliczkę, nic nie rysuje, nic nie przekazuje koszykarzom przez prawie minutę. Dlaczego? A nie była to jednostkowa sytuacja. Griszczuk kadrze pomóc nie potrafił.

Czy sytuacja wewnątrz kadry miała jakiś wpływ na wynik? Tego nie wiem, trzeba zapytać trenera i zawodników. Oni to wiedzą najlepiej.

Eksperyment pod tytułem Igor Griszczuk trenerem reprezentacji Polski nie wypalił. Jesli Białorusin jak sam twierdzi bierze odpowiedzialność za wynik, powinien złożyć oficjalnie swoją rezygnację. A jeśli nie, PZKosz sam powinien już rozglądać się za następcą. Z Griszczukiem na pewno na EuroBasket nie pojedziemy. Nie jest to trener, który daje jakąkolwiek gwarancję tego, że kadra będzie grać przyzwoicie.

PS. O mistrzostwach świata w Turcji będzie więcej w najbliższych dniach. Zapraszam na blog i na nieregularną relację live na mojego Twittera.

EDIT: Z tej wypowiedzi prezesa Ludwiczuka wnioskuję, że Griszczuk straci pracę.

niedziela, 29 sierpnia 2010
Tylko i aż wygrać z Belgią

Dziś reprezentacja koszykarzy gra kluczowy mecz tych eliminacji. To w Antwerpii zadecyduje się czy Polacy awansują bezpośrednio na EuroBasket, czy być może będą musieli bić się o niego jeszcze za rok. Sytuacja jest banalnie prosta: wygrywamy - mamy pierwsze miejsce i bilety na Litwę, przegrywamy - czwarte miejsce i dodatkowy turniej kwalifikacyjny za rok, z którego awans uzyska tylko jeden zespół, co oznacza, że łatwo nie będzie.

Czy wygramy jednym punktem czy siedmioma, to nie ma znaczenia. Liczy się tylko zwyciestwo. Patrząc jednak na historię i na liczby powodów do optymizmu widać niewiele. Po pierwsze w tym roku nie wygrywamy na wyjazdach w meczach o punkty. W ostatniej dekadzie prawie nie wygrywamy w meczach o punkty. Z kolei Belgowie u siebie nie przegrywają. Nie brzmi to najlepiej.

Gdzie szukać powodów do optymizmu? Polacy wygrali wszystkie mecze u siebie, ale tylko w jednym, z Belgią, zagrali naprawdę dobrze, ale rewelacyjnego meczu jeszcze nie mieli. Na swój strzelecki poziom jeszcze nie wskoczył Thomas Kelati, który choć ma więcej zadań innych niż zdobywanie punktów, ma ogromne możliwości "niszczenia" rywala. Mam nadzieję, że w Belgii, na dobrzej sobie znanej ziemi, wystrzeli in on. No i w końcu Maciej Lampe - najlepszy, najrówniej grający zawodnik tej kadry. Jego potencjał też wydaj się być ogromny, też jakby nie do końca wykorzystany, a do tego dochodzi jeszcze przemiana z "rozkapryszonego dzieciaka" w lidera pełną gębą. Gdy jest mecz o stawkę, na niego trzeba stawiać.

Uda się? Oby się udało!

A jak wygląda sytuacja w innych grupach? W grupie A o pierwsze miejsce zagrają Czarnogórcy z Izraelczykami. Wygrany jedzie na EuroBasket, przegrany musi kalkulować. Włosi zajmą trzecie miejsce. W grupie B pewna awansu jest już Wielka Brytania. Macedonia jeśli wygra  z Bośnią i Hercegowiną awansuje z drugiego miejsca bezpośrednio, bo żadna z drużyn z grup A i C z drugiego miejsca nie będzie miała bilansu 6-2. Porażka nieco komplikuje sprawy, bo wtedy trzeba liczyć małe punkty.

sobota, 28 sierpnia 2010
Hiszpańska powtórka z Warszawy

W Turcji wystartowały MŚ w koszykówce. Dziś sporo akcji, 12 meczów, udało mi się mniej lub bardziej dokładnie zobaczyć większość zespołów, ale najwięcej uwagi poświęciłem meczom obrońców tytułu Hiszpanów oraz USA i Greków. Krótki recap tego co wydarzyło się dziś.

Hiszpanie zaczęli MŚ tak jak EuroBasket w Polsce przed rokiem. W pierwszym meczu zagrali naprawdę rozczarowująco. Poza pierwszą  kwartą oraz ostatnią minutą osiem, grali po prostu źle, nieskutecznie. Nie radzili sobie z fizycznie grającymi Francuzami. Vincent Collet i jego drużyna zrewanżowali się Hiszpanom za porażkę w ćwierćfinale polskiego EuroBasketu.

Hiszpanie przez cały mecz nie potrafili wykorzystać Marca Gasola, słabo rzucali z dystansu, mylili się w najprostszych sytuacjach. Francuzi bronili od samego początku bardzo solidnie. Dwa piękne bloki i wsad nad Garbajosą miał Nicolas Batum, do tego skuteczny był Mickael Gelabale, aktwyna była też ławka. Francja będzie groźna na MŚ, braków zaciągu z NBA nie widać, atletyzmem górują nad większością zespołów, trzeba na nich uważać.

Hiszpanie zaczęli jak rok temu w Warszawie w pierwszym meczu EuroBasketu z Serbią. Hiszpański dziennik Marca na swojej stronie internetowej pisze, że "to słaby początek mistrzostw, ale może skończyć się dobrze". Czy tak będzie? Zobaczymy.

Hiszpanie, którzy w sparingach szli jak burza przed tygodniem zostali wytrąceni z rytmu. Nie chodzi mi nawet o to, że przegrali z USA, ale stracili Jose Calderona. Rozgrywający Toronto Raptors złapał kontuzję i opuści drugi wielki turniej z rzędu. Na MŚ zastępuje go Raul Lopez, który jeszcze z zespołem nie jest do końca zgrany. Oczywiście, w porównaniu z zeszlym rokiem niewiele się zmieniło, Lopez wtedy też byl rezerwową jedynką, ale trochę czasu upłynie, aż to wszystko "zatrybi". Na razie Hiszpanię grają jak taka zardzewiała maszyna. Będą potrzebować trochę oliwy, by z turniejem nie pożegnać się za wcześniej.

Czy Hiszpanie przegrali celowo, by uniknąć ewentualnego starcia z USA w finale? Nie sądze, nie tak to wyglądało, choć po mistrzach prowokacji i koszykarskiego aktorstwa różnych rzeczy można się spodziewać.

A USA? Amerykanie zrobili co do nich należało. Rozbili Chorwatów, którzy w koszykówkę grali tylko w pierwszej kwarcie, ale sami sobie w stopę strzelali. Tomić i inni podkoszowi szybko łapali faule, zabrakło siły ognia z dystansu i atletyzmu. USA jutro może mieć wyżej postawiona poprzeczkę, ale czy Słowenia, która w Turcji gra bez braci Lorbeków aż tak im zagrozi? Nie sądzę.

Grecy? Zagrali dość zacięty mecz z Chinami, walczyli do samego końca o zwycięstwo. Było widać brak zawieszonych Fotsisa i Schortsanitisa. Yi Jianlian robił w zasadzie co chciał, a wysocy Greków musieli uważać na faule, ale w końcówce wyszło ich doświadczenie. Wydają się silni, ale podobnie jak Hiszpanie - stać ich na więcej.

Serbowie jak walec przejechali się po Angoli. Jeszcze wczoraj trener Ivković narzekał, że bez zawieszonych Teodosicia (na dwa) i Krsticia (trzy mecze) jego zespół z grupy na pewno nie wyjdzie. Na razie źle to nie wygląda, a zwycięstwa nad Australią i Jordanią wydają się w zasięgu ręki. Niemcy i Argentyna? Tu może być różnie.

Wpadki dnia - Przed meczem Rosji z Portoryko organizatorzy nie byli w stanie odtworzyć hymnu reprezentacji Portoryko. Niezręczną ciszę i sporadyczne gwizdy przerwała grupka kibiców, która zaczęła intonować melodię. Ostatecznie hymn odegrano po meczu.

Druga wpadka to brak działających statystyk live. FIBA stworzyła chyba jakieś nowe statistic center i to nie działa. Mam nadzieję, że w kolejnych dniach mistrzostw to się poprawi.

poniedziałek, 23 sierpnia 2010
Czy Spodek odleci, czyli Polska - Bułgaria na żywo

Jeśli grają polscy koszykarze, to nie może zabraknąć Twitterowej mocnonieregularnej relacji, tym razem prosto z Katowickiego Spodka. Polska przegrać już naprawdę nie może, ale na szczęście zagra Maciej Lampe.

Trzymajmy kciuki za naszą reprezentację, a także za porażki rywali. To niestety od nich także zależy nasze być albo nie być na EuroBaskecie na Litwie.

Do boju!

W Turcji będzie rewanż

Tak zapowiadają Hiszpanie. W niedzielę po bardzo emocjonującym meczu i zaciętej końcówce przegrali sparing z USA, ale ze swojej gry mogą być zadowoleni. Przed MŚ w Turcji, które startują już w tym tygodniu, to nadal Hiszpanie są największymi faworytami. Jak słusznie pisze Marca (czasami im się zdarza :) jeszcze nie czas na wygrywanie z USA.

Kilka ciekawych zdań po meczu w telewizji La Sexta powiedział Pau Gasol (odpoczywa, w kadrze nie gra). Środkowy Lakers podkreślił, że mecz pokazał jakie opcje w ataku ma Hiszpania, a zarazem nie odkrył przed rywalem wszystkich kart. Gasol uważa, że w meczu o stawkę jego koledzy będą o wiele bardziej skoncentrowani i zagrają jeszcze lepiej. Pewnie ma rację.

Trzeba pamiętać, że to był tylko sparing, na MŚ będzie już inaczej. Scariolo lekko zmodyfikował zespół w porównaniu ze złotą drużyną z EuroBasketu. Na rozegraniu jest nadal Rubio, ale zamiast dwójki Cabeza - Lopez, do kadry wrócił Jose Calderon. Z USA zagrał słabo, do tego nabawił się kontuzji, ale to nadal ważny gracz dla kadry Scariolo. Gasola seniora zastępuje Fran Vazquez z Barcelony, jest też Fernando San Emeterio z Cajy Laboral. Ciekawy zespół, z dobrym trenerem. Będą groźni. Gwiazdy? Ricky Rubio, Juan Carlos Navarro i Marc Gasol.

Stephen Curry

USA? Hmm. W dwóch sparingach, które widziałem w ten weekend (z Litwą i Hiszpanią) podobalo mi się szczególnie trzech graczy. Kevin Durant - MVP meczu z Hiszpanią, fajnie wykorzystuje swoje warunki fizyczne, widać, że powoli już łapie różnice w przepisach FIBA - NBA i zaczyna to wykorzystywać. A dwa bloki w końcówce - mistrzowskie. Russell Westbrook udowodnił, że należy mu się miejsce w turniejowym składzie - bardzo wszechstronny, dobrze rozumie się z Durantem, który jest pierwszoplanową gwiazdką tego zespołu. A po trzecie, Stephen Curry, Już podczas ostatniego sezonu NBA zwróciłem uwagę na tego zawodnika. Jak słusznie napisał na Twitterze Maciej Kwiatkowski, gość gra jakby miał 35 lat. Świetny przegląd pola, mistrzowska trójka.

Problemem USA będzie oczywiścia gra pod koszem, bo tam tak naprawdę nie ma za bardzo kto grać. Lamar Odom rezerwowym centrem? Wiem, że statystycznie USA wygrało deske z Hiszpanami, ale naprawdę o żadnej drużynie z topu dobrze nie świadczy, jeśli  aż 16 punktów rzuca jej Felipe Reyes. Naprawdę.

A Litwa? Kestutis Kemzura buduje bardzo ciekawy zespół, ale jeszcze nie na MŚ. Dla Litwinów priorytetem jest oczywiście EuroBasket 2011, ktorego są gospodarzem. Widziałem tylko jeden sparing, ale patrząc na pracę tego trenera wydaje mi się, że można być spokojnym, że Litwa będzie znów się liczyć w walce o czołowe lokaty na ME. Tym większa szkoda, że Kemzury nie udało się przekonać do pracy na "polskim ugorze".

à propos. Dziś koszykarze grają naprawdę o wszystko z Bułgarią. Zapraszam na mojego Twittera prosto ze Spodka, który miejmy nadzieję odleci.

 
1 , 2 , 3