Where basketball happens
Kategorie: Wszystkie | Bieganie | Koszykówka | Primera Division
RSS
środa, 29 września 2010
Czy w tym roku Arenas też z czymś wystrzeli?

Gilbert Arenas

Gilbert Arenas - nie dajcie się oszukać temu człowiekowi. Mnie oszukał w zeszłym roku. Zapowiadał wielką przemianę, skupienie na koszykówce. Mówił, że wreszcie chce coś osiągnąć. Będzie się liczył tylko sport. Koniec z wygłupami, blogowaniem. I co? Uwierzyłem, wytypowałem Wizards do pierwszej piątki wschodu, a wszyscy pamiętamy czym się skończyło...

Teraz jest podobnie. Nowa broda, nowy numer (#9 zamiast #0), opowieści o tym, że teraz liczy się tylko koszykówka, lakoniczne odpowiedzi na pytania dziennikarzy, zero uśmiechów itd. Ja już nie dam się na to nabrać. Podejdę do Arenasa i do Wizards z ogromną rezerwą. Wolę się mile zaskoczyć niż rozczarować.

A już pierwsze sygnały wskazują na to, że może to być ciekawy zespół. Zostawmy Arenasa na boku. Jest tam przecież bardzo ciekawy zawodnik Andray Blatche, którego Wizards zakontraktowali na najbliższe pięć lat za 35 mln dol. Jest Kirk Hinrich, jeden z moich ulubionych PG w tej lidze. Nie potrafię tego wyjaśnić racjonalnie, po prostu lubię jak gra. Ciekawie zapowiada się też JaVale McGee. I w końcu jest też John Wall, jedynka tegorocznego draftu i wielka nadzieja całej ligi - nie tylko pod względem sportowym, ale też marketingowym. Wall jest pierwszym zawodnikiem od czasu LeBrona Jamesa, który podpisał ogromny kontrakt reklamowy zanim jeszcze zagrał w NBA.

25 mln dol za pięć lat to o wiele więcej niż zarabia Blake Griffin, zeszłoroczny numer jeden Draftu (trafił do Los Angeles Clippers). Podkoszowy za rok kontraktu z firmą Nike dostaje zaledwie 400 tys. dolarów. Bardziej korzystną umowę z firmą "Under Armor" podpisał inny pierwszoroczniak - Brandon Jennings, który swoją grą zachwycał kibiców Milwaukee Bucks. Rozgrywający zarabia dwa miliony rocznie.

Jednak przy kontrakcie Jamesa opiewającym na 93 mln dolarów, umowa Walla jest nędznym groszem.

Reasumując. W Waszyngtonie zebrała się całkiem paczka i jedna bomba z opóźnionym zapłonem. Jeśli Arenas utrzyma siebie samego w cuglach, ten zespół może zaskoczyć rywali. Nie chcę mówić o tym, czy jest w stanie wrócić do play-off, ale ma ogromny potencjał by grać po prostu fajny basket.

PS.

O Arenasie polecam ciekawy materiał z yahoo.com.

Melo-dramat. Akt kolejny. Ostatni?

Chyba nie. Choć wszystkie czołowe serwisy w USA donoszą, że New Jersey Nets wycofali się z transferu CArmelo Anthony'ego, a sam zainteresowany potulnie ćwieczy z Denver Nuggets wydaje mi sie, że sprawa jest daleka od zakończecznia. A najlepiej świadczy o tym wypowiedź jednego ze źródeł Yahoo.com, które co prawda potwierdziło, że transfer jest przeszłością, ale po chwili dodało: At least for now.

Oznacza to ni mniej ni więcej, że ten preseason, a może i cały sezon będziemy zasypywani newsami o Carmelo Anthonym. Oczywiście, czasem będą to informacje o jego świetnych wyczynach na boisku, ale obawiam się, że mówić będziemy o nim przede wszystkim w kontekście transferu lub też ewentualnie tego, gdzie może trafić latem.

W to, że ten serial jeszcze trochę potrwa, nie wątpię. Chciałbym jednak mieć nadzieję, że Anthony zachowa się trochę inaczej niż LeBron James. Nie neguję w żaden sposób wyboru jaki dokonał były już Kawalerzysta, ale raczej formy "przeniesienia talentów". W skrócie mam nadzieję, że "Melo-dramat" nie stanie się sequelem kasowego hitu ostatniego lata pt. "The Decision".

A na dokładkę wideo z poniedziałkowego media day z Melo w roli głównej.

wtorek, 28 września 2010
OCT Watch: Jak wysoko postawić poprzeczkę?

To pierwszy odcinek cyklu OCT Watch, w którym będę co jakiś czas (sztywnych terminów i gwarancji nie daję, bo rzeczywistość jest dynamiczna:) zaglądać co w Błyskawicy piszczy. Dlaczego? Ósme miejsce w poprzednim sezonie (które nie chwaląc się wywróżyłem) i historyczny, acz na początku rozgrywek niespodziewany, awans do play-off. Drużyna jutra już pokazała, że to jutro jest dziś, więc teraz będziemy się jeszcze uważniej przyglądać jak przyszłość wyprzedza teraźniejszość. Zawodnicy sami postawili sobie wysoko poprzeczkę i teraz powstaje pytanie, co dalej?

Pułap oczekiwań, presja wyniku ze strony mediów, ale też kibiców wzrósł jeszcze przed rozpoczęciem preseason. Dodatkowo, bardzo dobra gra zawodników Thunder w reprezentacji USA na MŚ w Turcji (Durant i Westbrook) jeszcze bardziej rozbudziła apetyty na przynajmniej powtórkę z rozrywki.

W poprzednim sezonie Thunder wykonali ogromny skok do przodu. Ludzie spodziewają się, że w tym sezonie będzie podobnie, ale trzeba zdać sobie sprawę z tego, że nawet minimalny progres będzie sukcesem.

Thunder przed rokiem wszysktich zaskoczyli, teraz cała liga będzie na młodziaków przygotowana. Dojdzie do tego presja. A być może także kontuzje, których przed rokiem udało się uniknąć. Dlatego ogromna odpowiedzialność spada nie tylko na barki zawodników, a zwłaszcza liderów, ale także na Scotta Brooksa, trenera roku. Ostatnio bywało tak, że laureat tego wyróżnienia w kolejnych latach zjeżdżał w dół z prędkością światła i zazwyczaj żegnał się z podsadą. Jak poradzi sobie Brooks? Co zrobi, by ten niekorzystny ostatnio trend odwrócić?

Jest jeszcze za wcześnie, by spróbować przepowiadać, które miejsce po regular season zajmie OCT. Wypowiedzi trenerów, zawodników, GMów to jedno, ale ważniejsze będzie to, co wydarzy się przez najbliższe cztery tygodnie. Jak zespół przepracuje ten okres? Pierwsze odpowiedzi, już w pierwszych sparingach. Wcześniej chyba nie ma sensu...

A na koniec Top 10 Thunder z ostatniego sezonu. Enjoy!

 

Gortat na pięć czy też na cztery?

Marcin Gortat drugi już sezon z rzędu spodziewa się, że będzie grał więcej. Już latem Gortat przebąkiwał o tym, że będzie chciał więcej grać jako silny skrzydłowy. Czy tak rzeczywiście będzie?

Jeśli wierzyć temu, co pisze się przed rozpoczęciem sezonu w Orlando, nadzieję na większą rolę Gortata można mieć. Trener Stan Van Gundy daje sygnały, że odrobinę zreformuje swój system. Mówi się o przesunięciu Lewisa na obwod, a do piątki miałby wskoczyć Brandon Bass. Gortat otrzymałby wtedy, oprócz żelaznych minut jako zmiennik Howarda, także okazję do sprawdzenia się jako silny skrzydłowy. Znając jednak trenera Van Gundy'ego i jego przywiązanie do pewnych rozwiązań, można spodziewać się, że z gry Gortata na czwórce raczej nici. Oczywiście, dwie wieże z pewnością nie raz będą wykorzystywane, miało to miejsce i w ostatnich dwóch sezonach, ale nie spodziewam się by był to stały wariant.

Gortat na nowoczesną czwórkę w NBA nadaje się słabo. Nie rzuca za trzy, jego półdystans wymaga jeszcze pracy, słabo mija. Jest urodzonym centrem, w tej roli czuje się najlepiej. Jak słusznie napisał John Denton w przedsezonowym przeglądzie zawodników Magic, to chyba najlepszy rezerwowy center ligi, który z pewnością w przynajmniej 20 klubach byłby pierwszopiątkowcem. Center, a nie silny skrzydłowy.

Choć chciałbym by Marcin Gortat grał w Magic jak najwięcej, bił kolejne rekordy, to jednak wydaje mi się, że w Orlando więcej już nie osiągnie. I nie mam na myśli tytułów, tylko rozwój zawodnika. Kwestia jest tego, jakie Gortat ma ambicje, jaki cel sobie wyznaczył, czy obecna sytuacja go zadowala? Część odpowiedzi na to w wywiadzie na oficjalnej stronie Magic.

Zresztą, preseason, który rozpoczął się w poniedziałek da pierwsze sygnały, jak to będzie wyglądać, co z Gortatem, i co z Magic.

Latem władze klubu wielkiej rewolucji nie dokonały. Zatrzymano J.J. Reddicka, ściągnięto Chrusa Duhona i Quentina Richardsona. Ani oni gry Magic diametralnie nie poprawią, ani nie zburzą systamu Van Gundy'ego. Poprzedni sezon, który spokojnie można nazwać katastrofą (porażka z Celtics w finale konferencji była dość niespodziewana), nie doprowadził do drastycznych zmian. Patrząc na to, co wydarzyło się w innyc zespołach, zwłaszcza na wschodzie, a w szczególności u lokalnego rywala, Magic jakby przespali ten okres. Spodziewam się, że jeśli teraz im nie wyjdzie, kolejnego lata przejdą remont generalny.

poniedziałek, 27 września 2010
Kolejny koszykarski rok zaczyna się dziś

Już dziś większość klubów NBA inauguruje przygotowania do sezonu. Tradycyjnie na początek media day, prawdziwe treningi od wtorku. Do pierwszego meczu 29 dni. 29 dni preseason, który na pewno nie będzie nudny. Zaczynamy więc odliczanie do pierwszego meczu.

A poniżej wnętrze nowej hali Orlando Magic. W Amway Center Marcin Gortat i spółka będą rozgrywać mecze w swoim 22. sezonie w NBA. Na razie jeszcze pusta, ale wkrótce się to zmieni.

Amway Center

Więcej zdjęć tutaj.

 
1 , 2 , 3 , 4